*/ .recentcomments a{display:inline !important;padding:0 !important;margin:0 !important;}

Archive for the ‘Ubezpieczenie kota’ Category

Przepisy zabraniają a na Krupówkach handel psami trwa nadal

Słyszeliśmy o wielu systemów ubezpieczeń z tytułu ubezpieczenia samochodu, ubezpieczenia na życie, ubezpieczenia dentystycznego, ubezpieczenie domu, ubezpieczenie łodzi i ubezpieczeń zdrowotnych etc. Ale system ubezpieczeń została również uruchomiona przez National Flood Insurance Program. Jest on o jej agencji, które także regulują pracę zapewnienie ubezpieczenia od roszczeń powodziowych. Co najwyżej może dostać każdy, miejsca, z którego ubezpieczenia powodziowe ubezpieczenia domu dostają ten obiekt, ale gdzie nie jest dostępna w tym miejscu NFIP poćwiczyć. Zapewniają one uzasadnione ofert dla ubezpieczenia powodziowego. Dla nadmiaru pokrycia NFIP zapewnić różne schematy i jest szczególnie podatnych obszarach, na które najczęściej się dotkniętych powodziami. Istnieją dwa rodzaje polityki w powodzi: ?? Pierwotne ubezpieczenia powodziowe ?? Nadmiar powodzi insuranceIn ubezpieczenia podstawowego dają pokrycie 250.000 dolarów do domu 100.000 dolarów za treści i 500.000 dolarów dla biznesu. Zakres ten nie jest zbyt wielka, ponieważ są one dobre dla małych domów, ale w przypadku dużych domów wielopiętrowych i imperiów kwota ta nie jest tak wystarczające i ogromna ilość pójdzie z kieszeni właściciela ?? s. Tak więc, konieczne jest zwiększenie inwestycji w szczególności w obszarach narażonych powodzią. W przypadku nadmiaru ubezpieczenia powodziowego wartość inwestycji jest ogromny i zasięg jest również do większych rozszerzony. Biorą odpowiedzialność przebudowy domu, a także pokrycie strat spowodowanych przez powódź. Należy zdecydowanie pójść na nadmiar ubezpieczenia powodziowego, jeśli on lub ona ma większe niebezpieczeństwo powodzi i że kwota nie podlega NFIP wytycznych. Trzeba zawsze grać bezpieczniejsze grę i uzyskać najlepsze z transakcji. Tylko poszukiwaniu najniższych cytatów nie jest inteligentna w każdym przypadku. Trzeba szukać bezpieczeństwa też. Jeśli ryzyko jest wyższe, to nie ma nic złego w inwestowanie jak w przypadku, gdy będziesz cierpieć jakieś tragedii nie będzie cierpieć wszelkie straty i będzie również komfortu i żyć napięcie wolnego życia. Więc zawsze iść do jakiejś rzeczy nowe i nigdy nie czuć wahania inwestują w systemy ubezpieczeń, jak tylko będą one zabezpieczyć swoją przyszłość. Nawet jeśli nie są zainteresowani inwestowaniem w tej chwili to również don ?? t przegap szansy zdobycia wiedzy z niego. Kto wie, w jakim czasie w przyszłości będziesz w potrzebie takiego ubezpieczenia w przyszłości. Że lepiej być świadomym i zdobywać wiedzę na każdym etapie życia.

Oszukują na ubezpieczeniach zwierząt

Jak się okazuje różnorakie oszustwa i wyłudzenia w branży ubezpieczeniowej popełniają również ci, którzy posiadają ubezpieczenia zwierząt.

Proceder ten zauważono ostatnio w Wielkiej Brytanii i jak się okazuje przybiera różne formy. Oto jeden z przykładów. Jullie Pullman ubezpieczyła 8 psów. W pewnym okresie czasu każdy z nich po kolei miał złamaną nogę – przynajmniej według deklaracji i roszczeń ich właścicielki. Jako że ubezpieczenia zwierząt, które posiadała obejmowały również zwrot kosztów leczenia, klientka domagała się z tego tytułu 37 tys. funtów. Do tego momentu nie ma w tej sytuacji nic dziwnego – ot po prostu ubezpieczony, korzysta z wykupionej polisy. Okazało się jednak, że psy nie były leczone. Powód był prosty – nigdy nie istniały a kobieta fałszowała rachunki za leczenie rzekomo pochodzące od weterynarzy. Ubezpieczyciel zaczął coś podejrzewać i zaczął dzwonić do lekarzy weterynarii, których dane były na rachunkach. Oszustwo wyszło na jaw i pani Pullman została skazana na 38 tyg. pozbawienia wolności. Jak się okazało na Wyspach Brytyjskich ten przypadek nie należy do odosobnionych.

W zeszłym rok liczba oszustw i wyłudzeń ubezpieczeniowych wzrosła czterokrotnie.

Ujawnione, nieuprawnione roszczenia wyniosły w sumie ok. 2 mln funtów, niemniej eksperci są zdania że rzeczywista kwota może być sporo większa. To niestety obciąża również uczciwych klientów którzy ubezpieczają swoje zwierzęta. Jeśli bowiem jakiś typ polis staje się zbyt kosztowny to firmy ubezpieczeniowe podwyższają jej cenę po to by uczynić je bardziej rentownymi. Aktualnie w Wielkie Brytanii za polisę dla psa trzeba zapłacić średnio 220 funtów w skali rok czyli o 30 % więcej niż w roku 2007.

Czipowanie zwierząt nie zawsze skuteczneZwiększenie liczby oszustw jeśli chodzi o ubezpieczenia zwierząt wiąże się też z tym, że trudno je wykryć. Nikt bowiem nie wymaga od konsumenta by dostarczył pisemne zaświadczenie o tym, że jest właścicielem psa zwierzęcia, które zostało w jakiś sposób poszkodowane. Również rachunki za leczenie weterynaryjne nie są tak dokładnie ewidencjonowane i nie są dostarczane bezpośrednio do ubezpieczyciela. Drugim czynnikiem jest oczywiście to, że w wyniku kryzysu, niektórzy znaleźli się w gorszej sytuacji finansowej i szukają łatwego sposobu na zdobycie pieniędzy.
Niektórzy posuwają się nawet do wyrządzania realnej krzywdy zwierzętom symulując ich wypadki czy choroby. Towarzystwa ubezpieczeniowe otrzymywały już doniesienia o tym, że zwierzęta są porzucane lub zabijane w celu ubiegania się o wypłatę świadczeń z tytułu straty zwierzęcia.
Według prawnika Claire Lavera, który specjalizuje się w sprawach ubezpieczeniowych zdarzają się nawet sytuacje, w których właściciele samodzielnie okaleczają zwierzęta by wyłudzić odszkodowania. Wspomina on o przypadku, w którym koń miał tak bardzo poranione nogi, że jedynym rozwiązaniem było uśpienie go. Później okazało się, że historia właściciela o wypadku była kłamstwem a rany powstały w wyniku celowego okaleczenia.

W Wielkiej Brytanii ubezpieczenia zwierząt ma wykupioną ponad 2 mln posiadaczy psów i kotów. Łączna kwota przypisu składek z tego tytułu wynosi 500 mln funtów. Przyczyną popularności tego typu polis jest wzrost cen za usługi weterynaryjne i środki medyczne używane w leczeniu zwierząt. Posiadacze czworonogów chcą wiec mieć gwarancję, że ich pupile otrzymają pomoc szybko i że koszty leczenia sfinansuje ubezpieczenie.
Skoro wzrosły koszty leczenia zwierząt tym samym większe też stały się odszkodowania ze „zwierzęcych polis”. To zwróciło uwagę różnorakich oszustów, którzy wcześniej uprawiali swój proceder w innych dziedzinach. Niektórzy przykładowo zgłaszają się do ubezpieczycieli po odszkodowanie z tytułu utraty, drogich psów rasowych, których tak naprawdę nigdy nie posiadali.
Czasami zdarza się, że oszuści domagają się odszkodowania z tytułu utraconych potencjalnych zarobków. Chodzi tu głównie o psy i koty, które jako zwierzęta rasowe występować mogą na różnego typu wystawach, w których właściciele – zwycięzcy otrzymują nagrody pieniężne lub też z uwagi na to, liczbę zdobytych nagród są cenione jako reproduktorzy.

Wspomniany prawnik opowiedział o sytuacji, w której pewien ubezpieczony hodujący konie wyścigowe zgłosił do ubezpieczyciela konieczność uśpienia konia z uwagi na to, że jego stan zdrowia uniemożliwia mu startowanie w wyścigach. Z tego powodu domagał się 120 tys. funtów odszkodowania, które miały być zwrotem kosztów leczenia i odpowiednikiem potencjalnych przyszłych zysków. W toku dochodzenia okazało się, iż koń ten nigdy nie zajmował czołowych miejsc w zawodach, nie został też uśpiony lecz sprzedany.

Walczący z futrami

25 listopada na świecie po raz kolejny obchodzono dzień bez futra.

Również w Polsce organizacje działające na rzecz zwierząt organizowały różnego typu happeningi, akcje edukacyjne itp. Faktem jest, że argumenty przeciwników noszenia futer nie do wszystkich trafiają, dobrze jest je jednak znać by samemu wyrobić sobie pogląd w tej sprawie.

Zobacz > ubezpieczenia zwierzat

Zacznijmy od kilku liczb. Dla każdego jest jasne, że aby powstało futro, jakieś zwierzęta muszą stracić życie. Jeśli chodzi o futro średniej wielkości, to by można je było wykonać potrzebne są skóry z 100 szynszyli lub wiewiórek, 55 norek, 18 lisów, 150 gronostai lub też 40 soboli.

Istotne jest jednak nie tylko, że taka liczba zwierzaków ginie ale również w jakich warunkach są one hodowane na przeznaczonych do tego celu fermach. Najczęściej zwierzęta przetrzymywane są w bardzo małych klatkach, w których mają ograniczone możliwości ruchu. Warunki te są tak stresujące, że wyzwalają różne nietypowe zachowania typu gryzienia siebie albo innych osobników. Również zabijanie ich nie zawsze odbywa się szybko i bezboleśnie. Właściciele ferm stosują różne metody, przy czym celem nadrzędnym nie jest minimalizowanie cierpienia zadawanemu zwierzakowi ale zminimalizowanie zniszczeń w pokrywie włosowej. Tak więc zabija się je za pomocą porażenia elektrycznego, zatruwa się spalinami lub chloroformem, mocno uderza w tył głowy.

Są państwa, w których między innymi z tych powodów wprowadzono zakazy tego typu hodowli. Tak jest w Wielkiej Brytanii, Chorwacji i Austrii. Nowa Zelandia i Holandia maja zakazy częściowe. W wielu krajach różne organizacje dążą do tego by zwierzęta futerkowe nie musiały tak cierpieć dlatego domagają się całkowitego zakazu prowadzenia ferm lub przynajmniej wprowadzenia ostrych kryteriów dotyczących wymaganych warunków w jakich zwierzęta są hodowane. Oczywiście to zwiększa koszty prowadzenia takiej działalności, dlatego w tych krajach, w których takie rygory wprowadzono fermy stają się coraz mniej opłacalne i o to między innymi chodzi działaczom na rzecz praw zwierząt. Z drugiej jednak strony czasami skutkiem owej małej opłacalności jest po prostu zakładanie hodowli w innych krajach, w których takich obostrzeń nie ma.

Nasz kraj jest uważany za znaczącego producenta futra. W Polsce znajdują się duże fermy norek i lisów. Te pierwsze liczą nawet 10 tys. osobników, te drugie to średnio ok. 1 tys. sztuk. W tego typu hodowle inwestują przedsiębiorcy z Holandii. W ciągu roku dla potrzeb produkcji futrzarskiej zabijanych jest ok. 20 tys. szynszyli, 250 tys. lisów oraz 600 tys. norek.

Można powiedzieć, że zwierzęta żyjące na wolności mają lepiej, bo nawet jeśli zostają zabite na futra, to przynajmniej mają szanse przebywać wcześniej w dużo lepszych warunkach. W sumie do XIX wieku polowania były główny sposobem na dostarczanie futer, fermy to stosunkowo nowy wynalazek. Stały się koniecznością gdy nieracjonalna gospodarka łowiecka sprawiła, że populacje części cenionych gatunków zmniejszyły się tak bardzo, że stanęły przed widmem wyginięcia. Do tego doszedł jeszcze większy popyt na futra i w efekcie zaczęto tworzyć fermy. Przemysłowa hodowla sprawiała, że zwierzęta były łatwiej dostępne no i oczywiście było ich więcej. Hodowla dotyczyła różnych gatunków nie tylko tych najbardziej popularnych dzisiaj ale również szopów praczy, tchórzofretek, jenotów i nutrii.

YouTube Preview Image

Czy działania przeciwników futer przynoszą jakieś efekty? Cóż trudno powiedzieć czy mniejsza popularność futer, w niektórych krajach jest wynikiem tych akcji. Być może doszły do tego czynniki ekonomiczne bo futra do najtańszych nigdy nie należały. Niemniej można chyba powiedzieć, że istniej pewna presja, która sprawia, że przykładowo w Wielkiej Brytanii nie jest modna pokazywanie się w futrach. Trzeba też być krytycznym wobec niektórych akcji, które pokazywały, że są i tacy działacze, według których można chronić zwierzęta kosztem ludzi. Tak było w przypadku oblewania modelek w futrach farbami, klejami czy innymi czasami szkodliwymi dla zdrowia substancjami. Można powiedzieć, że tego typu akcje wpływają negatywnie na opinię społeczną i na pewno nie przysparzają zwolenników ich inicjatorom a co za tym idzie całej sprawie.

Jak pomóc bezdomnym kotom w zimie? Białystok daje przykład

Białostoccy radni wpadli na pomysł jak sprawić, by bezdomne koty w miarę bezboleśnie przeżyły zbliżającą się zimę. Wystosowali oni apel do administratorów i zarządzających osiedlami oraz mieszkańców Białegostoku, by włączyli się w projekt „Mruczek – mój sąsiad”. Powstał on z inicjatywy grupy osób, którym los bezpańskich kotów nie jest obojętny. Jego głównym założeniem jest stworzenie sieci miejsc, w których mogłyby bezpiecznie schronić się przed mrozem. Azyle te powinny znajdować się na możliwie wielu osiedlach, można do ich stworzenia wykorzystać pomieszczenia w piwnicach, z których nikt nie korzysta. Dodatkowo do każdego z takich miejsc przypisani byliby opiekunowie, którzy dbaliby o zwierzęta, karmiąc je oraz sprzątając po nich tak, by brzydkie zapachy nie dawały się we znaki mieszkańcom. Projekt zakłada tworzenie okien przystosowanych do kocich możliwości i pozwalających im na bezpieczne wchodzenie i wychodzenie z dedykowanych im pomieszczeń. Okna te będą miały taką konstrukcję by niwelować potencjalne straty ciepła z wnętrza budynku. Kolejnym elementem akcji, który ma nie pozwolić na to by koty się rozmnażały i przez to zwiększały liczbę bezdomnych osobników ma być ich kastrowanie i sterylizowanie.

Są już osiedla gdzie projekt zaczął być wdrażany. Jednym z nich są bloki, zarządzane przez Spółdzielnię Mieszkaniową Piaski, gdzie stworzono dwa miejsca, w których zwierzęta mogą znaleźć schronienie. Mieszkańcy, którzy wyszli z inicjatywą ich stworzenia zobowiązali się wobec władz spółdzielni, że będą opiekować się czworonogami i jak na razie wywiązują się z tego w sposób należyty.  Ponadto Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami udzieliło Spółdzielni praktycznych wskazówek co do typu okien, które powinny być zamontowane oraz sposobów radzenia sobie z brzydkimi zapachami. Prezes spółdzielni zwraca uwagę na to, że takie rozwiązanie jest zadowalające dla miłośników kotów, którymi mogą się opiekować i dla tych, którzy nie przepadają za tymi zwierzakami, gdyż nie chodzą one po wszystkich piwnicach i nie zanieczyszczają ich.

YouTube Preview Image

Białostoccy radni zdając sobie sprawę, że w wielu sytuacjach koty są przeganiane z piwnic albo wręcz zabijane za pomocą podkładania różnych trucizn, by wszyscy mieszkańcy zaangażowali się w tworzenie kocich azylów albo przynajmniej nie przeszkadzali tym, którzy chcą pomóc zwierzakom.

Pieniądze wyrzucone w błoto – jak w Kielcach dba się o bezdomne zwierzęta

Żywienie zwierząt chorych na anemięBezradność i lekkomyślność niektórych urzędników w wydawaniu publicznych pieniędzy naprawdę może zadziwić i zirytować. Tym razem sprawa dotyczy Kielc, a dokładniej dzielnicy Białogon i pieniędzy, które mają być przeznaczone na walkę z bezdomnością zwierząt.

Aktualnie co miesiąc Urząd Miasta wydaje kilkadziesiąt złotych za bezdomne psy, które zostały przeniesione do hoteli dla zwierząt po likwidacji schroniska w Białogonie, które działało nielegalnie. Innej alternatywy nie znaleziono, bo w schronisku w dzielnicy Dyminy nie ma miejsc, by pomieścić aż tyle czworonogów.

Ubezpieczenia zwierzat – zobacz

Nielegalne schronisko było prowadzone przez mężczyznę, który w sierpniu tego roku został aresztowany, zaś psy w liczbie 76, które przebywały tam w tragicznych warunkach trafiły pod opiekę miasta. Na działalność aresztowanego skarżyło się wielu okolicznych mieszkańców oraz osób, którym nieobojętny było los zwierząt. Niestety jak się okazało, myślenie, że zamknięcie schroniska rozwiąże całą sprawę było krótkowzroczne. Już teraz Urząd Miasta jest winny właścicielom hoteli dla zwierząt minimum 80 tys. zł i nic nie wskazuje, by nie miały rosnąć przynajmniej o 40 tys. miesięcznie, bo rozwiązania tej sytuacji jak na razie nie znaleziono.

YouTube Preview Image

Wiceprezydent Kielc też jak widać cechuje się krótkowzrocznością, bo twierdzi, że koszty uda się zmniejszyć, jeśli różne organizacje zaangażują się w szukaniu domów dla czworonogów i promując ich adopcję. Według Anny Studzińskiej, która stoi na czele kieleckiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, taka postawa jest zrzucaniem odpowiedzialności na innych za to, co należy do obowiązków Urzędu Miasta. Pod opieką Towarzystwa już teraz znajduje się 100 czworonogów i miasto wcale nie płaci za ich utrzymanie, a spodziewa się jeszcze więcej. Niezrozumiałe jest też wydawanie pieniędzy na pobyt zwierząt w hotelikach, zamiast zainwestowania tych środków w budowę nowego schroniska. Nie trzeba być specjalnie inteligentnym, by zdać sobie sprawę z tego, że gdy pojawią się nowe psy i koty, nad którymi miasto będzie musiało sprawować opiekę, to koszty wzrosną jeszcze bardziej. Jak widać nowa ustawa o ochronie zwierząt w Polsce pewnych absurdów nie zlikwidowała.

NIK skontrolował schroniska dla zwierząt

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport o stanie schronisk dla zwierząt w naszym kraju. Według niego większość schronisk jest przepełnionych, a codziennie przybywa w każdym z nich cztery zwierzęta. Sytuacja, w jakiej znajdują się bezdomne koty i psy jest z każdym rokiem coraz gorsza, mimo tego urzędnicy są nią zainteresowani w bardzo małym stopniu.

Ubezpieczenia psa i kota – zobacz

Jedynie w 1/3 gmin realizowane są programy, których zadaniem jest przeciwdziałanie bezdomności wśród zwierząt. W więcej niż połowie schronisk, które podlegały kontroli zwierząt było więcej niż miejsc dla nich. Czasem owo przepełnienie wynosiło nawet 50 %. Kolejnym problemem jest to, że w wielu schroniskach nie ma boksów z dachami jak również izolatek. Były też i takie, które w ogóle nie posiadały wybiegów albo takie, w których wybiegi posiadały miękki błotnisty teren, na którym ziemia mieszała się z odchodami.

YouTube Preview Image

NIK zwraca uwagę, że ciągle jeszcze w naszym kraju nie wprowadzono rozwiązań, które są skuteczne w redukowaniu liczby psów i kotów bezdomnych. Samorządy płacą tylko osobom czy firmom, które owe psy i koty łapią oraz finansują ich przebywanie w schronisku. Niemniej, jak zauważa Izba, jest to jedynie likwidowanie skutku, a nie przyczyny. Stwierdza też, że dużą skutecznością charakteryzują się takie metody jak akcje darmowych sterylizacji i kastracji, znakowanie w połączeniu z elektronicznymi rejestrami znakowanych zwierząt oraz niepobieranie opłat adopcyjnych.

Z raportu wynika, że gminy opłacają pobyt czworonogów w schroniskach regularnie, jednak mniej więcej połowa z nich nie posiada wymagań, które schroniska powinny spełniać. Innymi słowy brak jest jakichkolwiek wytycznych i kryteriów. Tak jakby część gmin chciała po prostu zapłacić i nie przejmować się więcej tym problemem. Podobnie zresztą jest z płaceniem za usługi wyłapywania czworonogów. Co trzecia z nich nie domaga się od wyłapujących żadnego zezwolenia na prowadzenie tego typu działalności. Według NIK może to prowadzić do sytuacji, w której zwierzęta będą trafiać do osób zupełnie nie przygotowanych do opieki nad nimi, skupiających się głównie na osiąganiu jak największych zysków.

 

Raport stwierdza, że gminy uciekają od odpowiedzialności za schroniska przez to, że mocno ograniczają obowiązki związane z nadzorowaniem osób czy podmiotów, które schroniska prowadzą. Tak naprawdę jakiejkolwiek kontroli podlegają jedynie schroniska należące do samorządów. Te prywatne nie podlegają praktycznie żadnej kontroli. NIK stwierdza, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, gdyż również utrzymanie zwierząt w schroniskach prywatnych jest finansowane z pieniędzy publicznych.

Zazwyczaj urzędnicy gminni nie mają pojęcia jakie zwierzęta przebywają w schronisku, czy dany osobnik jeszcze tam jest, a jeśli nie ma to co się z nim stało itp. Jeśli nawet w końcu ma miejsce jakaś kontrola, to zazwyczaj jest ona powierzchowna i nie wyjaśnia, ani nie zapobiega podstawowym problemom. A do takich według NIK należą: duża śmiertelność i zbyt duże zagęszczenie zwierząt na danej powierzchni. Przykładowo, mimo że w bytomskim schronisku przez 30 miesięcy odbyły się 53 kontrole, to w wyniku żadnej nie została wyjaśniona ani kwestia śmiertelność czworonogów będącej na poziomie 50 % , ani też powtarzające się często ucieczki zwierząt.

Zaleceniem Najwyższej Izby Kontroli jest zastosowanie większego nadzoru, jeśli chodzi o sposób wykorzystania pieniędzy przeznaczonych na walkę z problemem bezdomności zwierząt. Najwięcej zastrzeżeń podczas kontroli NIK odnosiło się do sytuacji sanitarnej i zbyt dużej liczby osobników na danej najczęściej niedużej powierzchni. W raporcie zauważono, że  coraz bardziej popularne są różnego typu hotele, w których mogą przebywać psy, koty i inne zwierzęta. Problem z nimi jest jednak taki, że nie ma żadnych przepisów, które żądałyby od tego typu placówek spełnienia jakichś wymagań, nikt też ich nie nadzoruje.

NIK zaznacza, że zwiększenie liczby adopcji zwierząt przebywających w schroniskach była możliwa jedynie dzięki zaangażowaniu samych pracowników takich placówek oraz wolontariuszy. Dobrze ocenione zostały również wszelkie akcje edukacyjne i informacyjne

Kłótnia o bezdomne koty

W Łodzi od pewnego czasu toczy się spór między częścią mieszkańców pewnego osiedla a szkołą muzyczną, która również znajduje się na jego terenie. A poszło o bezdomne koty. Osoby, które chcą im pomóc postanowiły zbudować dla czworonogów budy, w których te będą mogły schronić się w okresie zimowym. Problem polega na tym, że budy mają stanąć na terenie, który jest własnością szkoły. Koty te są przez mieszkańców od pewnego czasu dokarmiane, jest ich w sumie pięć. Zrobiono już zrzutkę na materiały i zakupiono je, niestety dyrekcja szkoły nie wydaje zgody na budowę schronień dla zwierzaków. Tymczasem mieszkańcy zaangażowali się w kompleksową pomoc dla nich, bo oprócz dokarmiania troszczą się też o ich stan zdrowia, zabierając od czasu do czasu na wizytę do weterynarza. Dlatego też są pewni, że koty są zdrowe i nie stanowią żadnego zagrożenia dla ludzi. Jest to o tyle ważne, że jednym z argumentów dyrektora szkoły muzycznej jest fakt, że część uczniów boi się, jak to określa, „dzikich kotów”. Podobno również niektórzy rodzice wyrażali obawę co do liczby kotów kręcących się w okolicy placówki. Ich opiekunowie tłumaczą, że czworonogi nie są dzikie, nie uciekają przed ludźmi ani tym bardziej ich nie atakują.

Ubezpieczenie kotow – zobacz

Głos w tej sprawie zajęła Emilia Pilaszek z fundacji „Kocia Mama” działającej na terenie Łodzi. Zauważa, że wszystkie zwierzęta nie mające swoich domów są pod ochroną. W związku z tym zabronione jest czynienie im jakiejkolwiek krzywdy czy przeganianie ich. Praktyka życia pokazuje jednak, że jest wiele osób, które będąc odpowiedzialne za określone posesje wywieszają informacje o zakazie dokarmiania bezdomnych zwierzaków, przeganiają je i likwidują miejsca, w których te mogłyby się schronić. Odnosząc się już do konkretnej sytuacji opisanego sporu stwierdziła, że po pierwsze koty raczej nie są agresywne, a jeśli są dzikie to tym bardziej unikają ludzi, tak więc raczej nieprawdopodobne jest, by skrzywdziły w jakiś sposób uczniów szkoły. Po drugie koty można poddać kastracji i sterylizacji, co zapobiegnie ich rozmnażaniu i wyeliminuje brzydkie zapachy wynikające ze znaczenia przez koty terenu.

YouTube Preview Image

Jakich błędów unikać w żywieniu kotów

Niektórzy właściciele kotów karmiąc swoje pupile kierują się wiedzą potoczną, która nie zawsze jest rzetelna. W związku z tym popełniają wiele błędów, które później odbijają się na zdrowiu czworonogów. Czego wiec należy unikać by być pewnym, że nasze odżywiają się tak jak powinny?

Ubezpieczenia zwierzat – www.ubezpieczenia-zwierzat.pl

  1. Nie należy kupować najtańszych karm w supermarketach gdyż maja one w sobie zazwyczaj tylko 4 % mięsa i dużo konserwantów. Karmy najlepiej kupować w sklepach zoologicznych sprawdzając ile procent mięsa się w nich znajduje.
  2. Koty nie powinny otrzymywać ciągle jednego typu karmy, należy je co jakiś czas zmieniać, np. przez kilka dni dawać mu suchą a następnie mokrą karmę.
  3. Jeśli widzimy, że karma jest nieświeża należy ją wyrzucić a nie podawać zwierzęciu, nie powinna ona też zbyt długo pozostawać w misce.
  4. Nie ulegajmy stereotypowi, że wszystkie koty powinny pić mleko. Są bowiem takie osobniki, które dostają po jego spożyciu biegunki. Tym podajemy do picia tylko wodę.
  5. Zwierzęta powinny mieć dobraną karmę pod kątem swojego wieku. Zróżnicowanie karm wynika bowiem z różnego zapotrzebowania na poszczególne składniki odżywcze w kolejnych okresach rozwoju. Przykładowo młode koty, które rosną potrzebują więcej białka i wapnia zaś starszym należy obniżyć ilość spożywanych kalorii.
  6. Nie karmy kotów tym co sami jemy, szczególnie te z zawartością soli są dla kotów szkodliwe.
  7. Nie należy przekarmiać naszych pupili. Stały dostęp do jedzenia jest dobry dla zwierząt, które nie mają nadwagi. Ilość jedzenia powinna być taka jaką sugeruje producent danej karmy. W międzyczasie nie powinniśmy ich dokarmiać.
  8. Wątróbkę nie powinna pojawiać się w diecie za często. Najlepiej by było to maksymalnie raz w tygodniu.
  9. Koty jako mięsożercy powinny od czasu do czasu dostawać mięso surowe w postaci zmielonej, pod warunkiem, że jest ono świeże.
  10. Mimo że niektórym wydaje si ę iż koty i psy mają podobne karmy nie należy podawać kotom jedzenia przeznaczonego dla psów z uwagi na różnice w ich składzie i różnemu zapotrzebowaniu zwierząt na poszczególne składniki odżywcze.

Co zrobić z nadpobudliwymi psami?

psy koszty leczeniaNiektórzy właściciele narzekają na to, że ich psy są zbyt aktywne, czy wręcz nadpobudliwe. Nie ma szans na to, by przez dłuższy czas siedziały spokojnie w jednym miejscu. Starają się ciągle poruszać, nieraz w sposób bardzo gwałtowny. Na dłuższą metę, tego typu zachowania są męczące, tym bardziej, że zazwyczaj nie reagują na żadne komendy wzywające je do uspokojenia się. Zabawa z nimi też nie należy do przyjemności z uwagi na ugryzienia, szarpanie ubrań czy hałaśliwość. Pozostawione bez nadzoru w domu, gryzą wszystko, co znajdzie się w zasięgu ich zębów.

Spróbujmy odpowiedzieć co jest przyczyną takich zachowań. Najczęściej źródło tkwi w warunkach rozwoju czworonoga w ciągu pierwszych trzech miesiącach po przyjściu na świat. Suka do 6 tygodnia życia powinna nauczyć młode kontroli nad własnym zachowaniem. Jeśli nie zachowują się one jak trzeba, wówczas przywołuje je do porządku łapiąc za szyję i przyciskając do podłoża. Jeśli widzimy jednak, że suka jest zbyt pobłażliwa dla maluchów, należy przejąć od niej rolę wychowawcy. Właściciel nie powinien zgadzać się na to, by psiak ciągle gryzł i go szarpał. W 6 tygodniu życia szczeniak powinien potrafić się uspokoić na nasz krzyk czy warknięcie. Jeśli nie reaguje oznacza to, ze należy zintensyfikować wysiłki w tym kierunku. dwumiesięczne, które nie kontrolują gryzienia są na dobrej drodze do nadpobudliwości. W 6 miesiącu życia psiak, który zachowuje się normalnie bawiąc się przez 20 minut będzie w tym czasie robił przerwy w postaci zatrzymania się, natomiast psiak nadpobudliwy będzie bawił się non stop. Drugą przyczyną może być zbytnia izolacja od świata zewnętrznego i związanych z nim bodźców w okresie pierwszych 3 miesięcy po urodzeniu.

Jeśli chodzi o leczenie nadpobudliwości, to jest to proces długotrwały i może zakończyć się niepowodzeniem. Ogólna zasada mówi, ze im wcześniej zostanie ona rozpoczęta tym większe prawdopodobieństwo sukcesu. Terapia polega na nagradzaniu za samokontrolę i stosowaniu leków uspokajających.

Lamblioza – jak ustrzec przed nią nasze koty

Lamblioza

jest schorzeniem, na które zapaść mogą zarówno psy jak i koty. My skupimy się na tych drugich. Chorobę powodują pierwotniaki zwane lambliami. Przebywają one w jelicie cienkim zakażonego czworonoga. Wydaje się, że najczęstszą przyczyną zakażeń są odchody dzikich zwierząt w różnych zbiornikach wodnych oraz spożywanie zakażonej wody przez koty. Czasami zakażenie pojawia się też, gdy zwierzęta mają bezpośredni kontakt z kałem chorego osobnika. Po upływie kilku dni od zarażenia, koty zaczynają wydalać odchody z cystami pierwotniaków, które w tej postaci mogą przetrwać nawet kilka miesięcy. W tym okresie mogą za pośrednictwem układu pokarmowego zarazić kolejnego czworonoga. W 90 % przypadkach lamblioza przebiega bezobjawowo a zwierzę jest po prostu nosicielem pierwotniaków. U 10 % osobników, które zazwyczaj są słabsze, pojawiają się objawy. Należy do nich przede wszystkim biegunka, ostry i bardzo niemiły zapach odchodów, w którym znajduje się krew lub śluz. Oprócz tego koty mogą wymiotować, mieć gorączkę, bóle w okolicach brzucha i cierpieć na odwodnienie. Zmniejszyć może się również ich waga, mimo normalnego spożycia pokarmu. Jeśli takie objawy się pojawią, należy udać się do weterynarza, który zdiagnozuje naszego pupila, wykonując wcześniej badanie kału pod kątem obecności w nich pierwotniaków, choć stosunkowo trudno je wykryć. Leczenie ma postać farmakologiczną i powinno obejmować wszystkie psy i koty znajdujące się w domu, jak również ludzi mających z nimi stały kontakt. Jako że proces leczenia trwa długo, z uwagi na tendencję choroby do nawrotów, dużo łatwiej i rozsądniej jest zapobiegać lambliozie.

Ubezpieczenie zwirzat

Istotną praktyką w tym przypadku jest zapewnienie naszym pupilom ciągłego dostępu do świeżej wody, co być może zniechęci je do picia jej z innych źródeł. Dzięki zagotowaniu wody można ograniczyć liczbę drobnoustrojów w niej. Oczywiście przed podaniem należy ją najpierw wystudzić. Istotne jest, by w miejscach gdzie przebywa dużo zwierząt, woda była zmieniania kilka razy w ciągu dnia. Co 6 miesięcy można też w ramach profilaktyki wykonywać badanie pod kątem obecności pierwotniaków w kale.

Czytają nas
Ankieta Ubezpieczeniowa

Z usług którego ubezpieczyciela korzystasz najczęściej przez internet

Pokaż wyniki